piątek, 7 października 2016

Jin x Jungkook | Młody, dorosły maknae


Jungkook nigdy nie miał zwyczaju, by prosić o wiele.
Jednak teraz, gdy miał możliwość poproszenia o trzy życzenia, wybrał tylko jedno, które chciał wykorzystać jak najlepiej.
Seokjin zaś, był osobą, która nawet jeżeli miałaby wskoczyć za kimś w ogień, to zamiast tego wzięłaby wodę, płomień zgasiła i przytuliła, mówiąc:
„Jesteś idiotą, ale nie zostawiaj mnie, bo nie umiałbym bez ciebie żyć.”
*
Dzień wolny dla kuloodpornych był niemal jak każdy inny, posiadał może jednak małą zaletę. Nie musieli harować od świtu do nocy, ale gdyby nie przemknęło się tam słowo „praca”, to nie można by nawet nazwać dniem. I Jeongguk doskonale o tym wiedział.
- Gdzie wywiało maknae? – wkroczywszy do zespołowej kuchni w dormie, Jin niemal od razu zabrał się za  robienie śniadania. Obrzucił wzrokiem każdego z siedzących już przy stole, jednak na brak najmłodszego, uniósł brew. – Zjadł coś w ogóle? Śpi?
- Widziałem tylko jak wychodził, kiedy godzinę temu wracałem z biegania – Jimin odchylił się lekko na krześle, moment później uwieszając się na ramieniu siedzącego obok Hoseoka. Wydął dolną wargę, gdy ten odepchnął go z grymasem i ponownie to zrobił, nie dając mu możliwości na jakąkolwiek ucieczkę.
- Jest siódma rano. Gdzie on poszedł, skoro mamy dzisiaj wolne? – najstarszy pytał dalej, chociaż wiedział, że i tak odpowiedzi nie dostanie. Zamiast tego zabrał się za robienie naleśników z owocami, bo przecież wygłodniałe pisklaki już czekały.
Zajęło mu to jakieś dwadzieścia minut, rozdał porcje zespołowi i poszedł czym prędzej do pokoju, by założyć na siebie bluzę. Tylko zdążył wyjść i wrócić, a już widział Jimina, który próbował dosięgnąć kolejnego naleśnika z talerza zapakowanego do pudełka. Stanął nad chłopakiem i  uderzył go po rękach łopatką, podśmiechując pod nosem.
- Dostałeś swoje, nie ruszaj – zamknął szczelnie pudełko, wkładając jeszcze do środka mus owocowy w mniejszej misce i zagotowane mleko przelał do termosu.
Obrażony Park pomruczał coś pod nosem i ruszył do swojego pokoju, nie mając ochoty rozmawiać już z nikim dzisiaj. Seokjin jednak nie zwrócił na niego uwagi, tylko zabrał torbę ekologiczną z zawartością, ruszając do wyjścia.
- Zje, kiedy wróci, po co to robisz, hyung? – wychodzący z kuchni Yoongi uniósł brew, zatapiając usta w gorącej kawie.
- Ten dzieciak mnie ostatnio nie przestanie zaskakiwać, dlatego sam mu zaniosę jedzenie – odparł i trzasnął drzwiami z hukiem, wybierając numer do menadżera.
Seokjin po prostu domyślał się, gdzie był najmłodszy, i co robił.
*
- Tak, jest tu od godziny, i tak, sam przyszedł – mężczyzna widząc Seokjina w wytwórni, był już niemal gotów padać przed nim na kolana. Zabrał od niego siatkę z jedzeniem i pociągnął za nadgarstek w stronę salek, gdzie zazwyczaj ćwiczyli choreografię. Przyłożył sobie palec do ust, kiedy Jin miał już coś powiedzieć, i niemal bezszelestnie uchylił drzwi jednej z sal, wskazując mu coś ruchem głowy. – Ledwo żyje, pewnie nic nie jadł, ma wory pod oczami i wygląda jak śmierć. Nie umiałem go powstrzymać przed wejściem tutaj, może ty to zrobisz.
Obraz przed oczami, niemal przyprawił Jina o łzy, ale powstrzymał się, posłusznie kiwając głową i zabierając wzięte ze sobą jedzenie. Menadżer życząc mu powodzenia, podniósł tylko pięść i ruszył zająć się swoją pracą, której miał w nadmiarze. A wracając do chłopaka, to był w stanie jedynie zakryć usta dłonią i powstrzymać się przed krzykiem. Dzisiaj mieli dzień wolnego, dlaczego Jeongguk znajdował się w wytwórni i jeszcze ćwiczył?! Chwilę obserwował chłopaka jak lawirował po pomieszczeniu, tańcząc coś na zasadzie baletu, a potem oparł się dłońmi o barierkę przy lustrach i spojrzał w nie. Nie był wystarczająco daleko od Jina, chociaż nawet nie wiedział, że starszy tu był, ale mimo wszystko, Seokjin zauważył mokre policzki chłopaka i przekrwione oczy.
Aż go coś ścisnęło w żołądku, jednak powstrzymał się po raz kolejny przed krzykiem, głucho trzaskając drzwiami i wchodząc do środka. Jungkook podskoczył słysząc hałas i szeroko otworzył oczy, przecierając je pięściami.
- Hyung – szepnął i osunął się na kolana, nie mając siły ustać – Co tu robisz?   
Jego głos drżał, co Seokjin czuł.
Szybko pobiegł do niego i odstawił torbę pod lustro, łapiąc chłopaka za ramiona. Wtulił jego ciało w swoje, w przerażeniu gładząc dłonią plecy.
- Prędzej to ja powinienem o to zapytać – uniósł brodę Jungkooka, który odwrócił wzrok i przygryzł wargę. – Nie pytam dlaczego, jednak wiem, że jesteś głupi.
Nie minęła sekunda, a Jin wziął chłopaka na kolana i przytulał go jak matka dziecko, chociaż w pierwszej chwili młodszy bronił się. Czując jednak ciepło bijące od Seokjina, wtulił się mu policzkiem w pierś i objął za szyję, przymykając powieki. Nie chciał mu mówić, że przyszedł tu tylko dlatego, żeby ćwiczyć jeszcze więcej i stać się jeszcze lepszym. Starszy pewnie wyśmiałby go za to, albo zaczął prawić wykłady na ten temat, które opierałyby się tylko na mówieniu, że wszystko było jak należy. Dla Jeongguka nie było, chciał dawać z siebie jeszcze więcej.
- Jungkookie – kilkuminutową ciszę przerwał kojący głos Jina, który oparł dłoń na głowie młodszego i czochrał mu włosy. – Gdybyś miał jedno życzenie, które mogłoby się spełnić, co byś sobie zażyczył?
Jeon podniósł powoli głowę i zamrugał parokrotnie, nie bardzo rozumiejąc, o co chodziło starszemu. Wpatrywał się w niego nieprzytomnie, a słysząc chichot, skrzywił się, bo ewidentnie był denerwującą rzeczą w tej chwili.
- Czemu pytasz, hyung?
Jin wzruszył ramionami.
- Tak po prostu. Zastanów się nad tym i odpowiesz mi, jak zjesz – z uśmiechem sięgnął do torby i wyjął z niej pudełko z naleśnikami, stawiając na kolanach Jungkooka.
Chłopak, choć był niemało zaskoczony, mógł się spodziewać, że Seokjin przyjdzie do niego ze śniadaniem, nawet jeżeli wcześniej zjadłby je. Był dla nich wszystkich jak matka, martwił się na zapas, i dałby sobie nawet rękę uciąć, żeby tylko nikomu nie stała się krzywda.
- Nie musiałeś, Jin-hyung – mruknął zawstydzony, jednak aż mu się oczy zaświeciły na widok pysznych naleśników.
Spłoszył się jeszcze bardziej w momencie, gdy brzuch mu zaburczał, a odgłos był niesamowicie zabawny.
- Nie musiałem, ale chciałem – podśmiechując nabił na widelec kawałek naleśnika i zmoczył go w musie owocowym, karmiąc młodszego dosłownie jak pisklę. – Znam cię wystarczająco dobrze, młody, żeby wiedzieć, co zrobić, byś poczuł się szczęśliwy.
- Dobrze wiesz, że lubię naleśniki – burknął, otwierając usta, po kolejny kęs z kolei. – Ale to mleko mogłeś sobie darować, nie jestem dzieckiem.
- Wiem o wiele więcej, niż myślisz, Jungkookie.
Seokjin był jak matka. Nie, jak anioł stróż.     
*
- Hyung – mruknął Jeongguk, zabierając bluzę i torbę z sali do ćwiczeń – Już wiem, jakie jest to życzenie.
Starszy musiał przyznać, że był tego niesamowicie ciekawy. Zapakował puste pudełko po jedzeniu i podniósł się z miejsca, cicho mrucząc pod nosem. Zaraz potem wzrok skierował na młodszego, oczekując odpowiedzi, jednak zamiast tego został jedynie złapany przez niego za nadgarstek i pociągnięty w stronę wyjścia. Miał zadać pytanie, o co chodziło, jednak powstrzymały go słowa Jungkooka.
- Po prostu chodź ze mną.
Pożegnali się z menadżerem, który nie mógł uwierzyć własnym oczom, jakim prawem Seokjin był w stanie wyciągnąć tego dzieciaka poza ściany sali do ćwiczeń oraz mury wytwórni, od razu udając się w stronę znaną tylko młodszemu. Jin nie protestował, gdy chłopak złączył palce ich dłoni w nieśmiały uścisk i szedł z nim tak przez ulicę. Ludzie nawet na nich uwagi nie zwracali, więc czuli się nieco swobodniej.
- Dokąd idziemy? – spytał Seokjin, po wyjściu z cukierni.
Musiał tam wejść, bo przecież młody by go zagadał na śmierć, jeżeli nie kupiłby mu ulubionych ciastek z czekoladą. Wziął torebkę w wolną dłoń, kątem oka obserwując Jeona, idącego z ciastkiem w ustach przed siebie. Gdy poczuł pociągnięcie, udał się za nim już bez kolejnego słowa, postanawiając mu zaufać. Zastanawiał się w sumie, co planował chłopak, ale miał przeczucie, że się nie zawiedzie.
- Do miejsca, gdzie chciałem pójść już dawno temu – słysząc już bardziej rozweselony ton głosu młodszego, Seokjin poczuł jak kamień spadł mu z serca. – A życzenie powiem ci później.
Rozpromienił się, przybierając na twarz wyraz bardziej pewny siebie.
Nie minęło dziesięć minut, a pół paczki ciastek zostało już zjedzonych przez młodszego, podczas samej drogi. Dotarł wraz z Seokjinem także tam, gdzie planował iść już dawno temu, po czym od razu wskazał mu dłonią na wybrane przez siebie, wyjątkowe miejsce, które okazało się być parkiem. Było tam pusto i słychać było jedynie cichy świergot ptaków.
Ignorując zaskoczoną minę starszego, skierował się do samotnie stojącej huśtawki pod rozłożystym dębem i usiadł na niej, zaczynając się huśtać. Odwrócił głowę w bok, by posłać mu nieśmiały uśmiech, jednak Seokjin już zniknął mu z pola widzenia, pojawiając się przed nim. Założywszy dłonie na tors, zmrużył oczy
- A teraz będziesz się tłumaczył – powiedział, starając się, by jego i tak już delikatny głos brzmiał chociaż trochę stanowczo. – Jungkook.
Nie otrzymawszy odpowiedzi, nieco się zdenerwował, ponieważ zdążył już zauważyć brak humoru i podły nastrój u młodszego, kiedy tylko pojawił się w wytwórni. W pierwszej chwili nie chciał na niego naciskać, oczekując, że sam powie mu, co go gryzie, jednak nie miał teraz innego wyjścia, skoro ów słów z ust Jeona nie otrzymał. Umiał wyczytać już z oczu u swoich młodszych kolegów, że mają problem, dlatego nie dziwił się, że teraz udało mu się to zrobić z najmłodszym z nich.
- Jungkook – bardziej stanowczy ton pojawił się w jego głosie, jednak nic to nie zmieniło.
Młodszy wciąż patrzył się w ziemię, a nogami lekko machał, kiedy huśtawka ruszyła się. Omal nie uderzył starszego, wprawiając się w szybszy ruch, ale Seokjin zdążył odskoczyć.
- Pohuśtaj mnie, hyung – zbity z tropu, był gotów się rzucić na chłopaka, ale odpuścił i zacisnął zęby.
Stanął za nim i zaczął ciągnąć za sznury, huśtając Jeona znacznie wyżej. Robił tak dłuższą chwilę, dopóki nie zaczęła go drażnić cisza między nimi. Żadnego tłumaczenia się, nic kompletnie? Wypuścił powietrze z ust, starając się nie zdenerwować, jednak już go korciło, żeby zatrzymać huśtawkę, złapać Jeona za fraki i pchnąć nim o drzewo, niemal wymuszając tłumaczenie się, jednak jeszcze trzymał nerwy za zębami.
Po dziesięciu minutach ciszy znów się zdenerwował i zatrzymał huśtawkę.
- Jeon Jeonggu–
- Hyung, czy ty też nie miałeś dzieciństwa tak ja ja? – ale takiego pytania z ust młodszego się nie spodziewał.
Z szoku rozchylił usta i zamrugał parokrotnie, od razu stając przed nim i łapiąc mocno za ramiona. Schylił się i czekał w ciszy, sam nie wiedział na co. Uścisk ten jednak zelżał, kiedy zauważył w oczach młodszego jeszcze większe przygnębienie. Poczuł jak wnętrzności skręcają mu się z bólu, a oczy wilgotnieją. Chcąc się ich pozbyć, odwrócił wzrok i przygryzł wargę, aczkolwiek kolejną falę bólu, sprawiło mu położenie przez Jungkooka czoła na ramieniu. Objął głowę chłopaka dłońmi i
Fakt, Jungkook dzieciństwa nie miał wcale. Znał sytuację jego rodziny, wiedział, że zaczął trenować już od najmłodszych lat, by być tu gdzie znajdował się teraz w wybijającej mu siedemnastce, ale nie zdawał sobie sprawy, że może to aż tak ciążyć na chłopaku. Od zawsze uważał go za osobę silną psychicznie, która nawet jako najmłodsza mogła świecić autorytetem dla innych w zespole, ale każdy ma taki moment, że musi pęknąć. I Jungkook pękł, przy nim. Czuł jak jego palce drżą, a bluza, w którą wtulał się Jeon wilgotnieje. Serce Seokjina automatycznie przyspieszyło bicia, jednakowoż już wiedział, jak zabić smutek gnieżdżący się z Jeongguku.
Powoli odsunął od siebie młodszego i otarł wierzchem dłoni jego łzy. Nigdy wcześniej ich nie widział, dlatego mógł stwierdzić, że były one najpiękniejszą rzeczą, jaką mógł ujrzeć. Ujął jego twarz w obie dłonie i spojrzał chłopakowi prosto w oczy, jednak ten za wszelką cenę starał się odwrócić wzrok.
- Jungkookie – powiedział ciepłym głosem i zbliżył swoją twarz do jego, opierając się czołem o czoło. – I dlatego byłeś rano w wytwórni? Bo nie miałeś dzieciństwa, więc teraz też nie możesz go mieć? Masz siedemnaście lat, jesteś jeszcze dzieckiem, jednak wiesz, że dziećmi jesteśmy całe życie tak?
- Ale hyung – szepnął chłopak, mrużąc powieki, a po jego policzkach pociekły kolejne, delikatne krople – Ja nie mogę mieć dzieciństwa, ćwiczę ciężko, żeby piąć się jeszcze wyżej, robię wszystko, byście wszyscy w zespole byli ze mnie dumni, a mnie mam nawet chwili dla siebie.
Seokjin westchnął, kręcąc głową.
- I dlatego na przekór samemu sobie poszedłeś ćwiczyć do wytwórni, bo nie miałeś dzieciństwa i nie możesz go mieć? – zaśmiał się miękko, ścierając kciukami łzy młodszego. – Naprawdę jesteś głupi.
Kolejny słodki śmiech uciekł z ust Seokjina, a ten schylił się jeszcze troszkę, po czym miękko i delikatnie pocałował młodszego w środek czoła. Potem od razu go objął i mocno do siebie przytulił, a huśtawka lekko poruszyła się, jakby to oni obaj się na niej bujali.
- Zawsze mogłeś przyjść do mnie i powiedzieć, bo pomimo wieku dwudziestu dwóch lat, wciąż czuję się, jakbym wewnętrznie miał ich pięć – dodał i schylił się nieco, wtulając nos w szyję Jeona.
Jungkook skinął delikatnie głową, a na twarzy wreszcie pojawił się mu uśmiech,
- Hyung – podjął, klepiąc go lekko po plecach. – Dalej chcesz poznać moje życzenie?
Seokjin niemal od razu odskoczył od niego i pokiwał energicznie głową, jednakowoż, niewiele był w stanie zrobić. Młody zakleszczył się dokoła jego szyi i przytknął swoje wargi do tych jego, czule składając na nich krótki pocałunek. Przymknął powieki i wygiął kącik ust w uśmiechu, ciągnąc starszego na huśtawkę. Usiadł na niej, biorąc Jina na kolana, i spojrzał mu prosto w oczy, doczytując się niesamowitego rozbawienia w jego oczach.
- Zażyczyłbym sobie, byś mnie pocałował, a potem spędził ze mnę jeden dzień, niczym dzieciak taki jak ja – uśmiechnął się, a Seokjin rozczochrał mu włosy smukłymi palcami.
- A to już nie są dwa życzenia? – zaśmiał się i przesunął dłoń na jego kark, a Jungkook odpowiedział mu niemal natychmiastowo.
- Jestem dzieckiem, mogę wszystko.
Seokjinowi nie pozostało nic więcej jak tylko ponownie pocałowanie chłopaka w miękkie usta i zostanie z nim w tym palcu zabaw na nieco dłużej. Nikt nie narzekał, że czasem gdzieś obaj wychodzili, ponieważ nie wiedzieli, że wolną chwilę razem spędzają na huśtawce, spleceni w uścisku, można rzec, nastoletniej miłości.
Jungkook tym razem nie prosił o wiele, a dostał w nadmiarze.
Seokjin zaś nie musiał skakać za nikim w ogień, nie musiał też go gasić, ale miał za to inne zadanie. Musiał ten ów ogień rozpalać w sercu młodego, „dorosłego” maknae. 

            

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz