Jungkook nigdy nie miał zwyczaju,
by prosić o wiele.
Jednak teraz, gdy miał możliwość
poproszenia o trzy życzenia, wybrał tylko jedno, które chciał wykorzystać jak
najlepiej.
Seokjin zaś, był osobą, która nawet
jeżeli miałaby wskoczyć za kimś w ogień, to zamiast tego wzięłaby wodę, płomień
zgasiła i przytuliła, mówiąc:
„Jesteś idiotą, ale nie zostawiaj
mnie, bo nie umiałbym bez ciebie żyć.”
*
Dzień wolny dla kuloodpornych był niemal
jak każdy inny, posiadał może jednak małą zaletę. Nie musieli harować od świtu
do nocy, ale gdyby nie przemknęło się tam słowo „praca”, to nie można by nawet
nazwać dniem. I Jeongguk doskonale o tym wiedział.
- Gdzie wywiało maknae? –
wkroczywszy do zespołowej kuchni w dormie, Jin niemal od razu zabrał się
za robienie śniadania. Obrzucił wzrokiem
każdego z siedzących już przy stole, jednak na brak najmłodszego, uniósł brew.
– Zjadł coś w ogóle? Śpi?
- Widziałem tylko jak wychodził,
kiedy godzinę temu wracałem z biegania – Jimin odchylił się lekko na krześle,
moment później uwieszając się na ramieniu siedzącego obok Hoseoka. Wydął dolną
wargę, gdy ten odepchnął go z grymasem i ponownie to zrobił, nie dając mu
możliwości na jakąkolwiek ucieczkę.
- Jest siódma rano. Gdzie on
poszedł, skoro mamy dzisiaj wolne? – najstarszy pytał dalej, chociaż wiedział,
że i tak odpowiedzi nie dostanie. Zamiast tego zabrał się za robienie
naleśników z owocami, bo przecież wygłodniałe pisklaki już czekały.
Zajęło mu to jakieś dwadzieścia
minut, rozdał porcje zespołowi i poszedł czym prędzej do pokoju, by założyć na
siebie bluzę. Tylko zdążył wyjść i wrócić, a już widział Jimina, który próbował
dosięgnąć kolejnego naleśnika z talerza zapakowanego do pudełka. Stanął nad chłopakiem
i uderzył go po rękach łopatką,
podśmiechując pod nosem.
- Dostałeś swoje, nie ruszaj –
zamknął szczelnie pudełko, wkładając jeszcze do środka mus owocowy w mniejszej
misce i zagotowane mleko przelał do termosu.
Obrażony Park pomruczał coś pod nosem
i ruszył do swojego pokoju, nie mając ochoty rozmawiać już z nikim dzisiaj.
Seokjin jednak nie zwrócił na niego uwagi, tylko zabrał torbę ekologiczną z
zawartością, ruszając do wyjścia.
- Zje, kiedy wróci, po co to
robisz, hyung? – wychodzący z kuchni Yoongi uniósł brew, zatapiając usta w
gorącej kawie.
- Ten dzieciak mnie ostatnio nie
przestanie zaskakiwać, dlatego sam mu zaniosę jedzenie – odparł i trzasnął
drzwiami z hukiem, wybierając numer do menadżera.
Seokjin po prostu domyślał się,
gdzie był najmłodszy, i co robił.
*
- Tak, jest tu od godziny, i tak,
sam przyszedł – mężczyzna widząc Seokjina w wytwórni, był już niemal gotów
padać przed nim na kolana. Zabrał od niego siatkę z jedzeniem i pociągnął za
nadgarstek w stronę salek, gdzie zazwyczaj ćwiczyli choreografię. Przyłożył
sobie palec do ust, kiedy Jin miał już coś powiedzieć, i niemal bezszelestnie
uchylił drzwi jednej z sal, wskazując mu coś ruchem głowy. – Ledwo żyje, pewnie
nic nie jadł, ma wory pod oczami i wygląda jak śmierć. Nie umiałem go
powstrzymać przed wejściem tutaj, może ty to zrobisz.
Obraz przed oczami, niemal
przyprawił Jina o łzy, ale powstrzymał się, posłusznie kiwając głową i
zabierając wzięte ze sobą jedzenie. Menadżer życząc mu powodzenia, podniósł
tylko pięść i ruszył zająć się swoją pracą, której miał w nadmiarze. A wracając
do chłopaka, to był w stanie jedynie zakryć usta dłonią i powstrzymać się przed
krzykiem. Dzisiaj mieli dzień wolnego, dlaczego Jeongguk znajdował się w
wytwórni i jeszcze ćwiczył?! Chwilę obserwował chłopaka jak lawirował po
pomieszczeniu, tańcząc coś na zasadzie baletu, a potem oparł się dłońmi o
barierkę przy lustrach i spojrzał w nie. Nie był wystarczająco daleko od Jina,
chociaż nawet nie wiedział, że starszy tu był, ale mimo wszystko, Seokjin zauważył
mokre policzki chłopaka i przekrwione oczy.
Aż go coś ścisnęło w żołądku,
jednak powstrzymał się po raz kolejny przed krzykiem, głucho trzaskając
drzwiami i wchodząc do środka. Jungkook podskoczył słysząc hałas i szeroko
otworzył oczy, przecierając je pięściami.
- Hyung – szepnął i osunął się na
kolana, nie mając siły ustać – Co tu robisz?
Jego głos drżał, co Seokjin czuł.
Szybko pobiegł do niego i odstawił
torbę pod lustro, łapiąc chłopaka za ramiona. Wtulił jego ciało w swoje, w
przerażeniu gładząc dłonią plecy.
- Prędzej to ja powinienem o to zapytać
– uniósł brodę Jungkooka, który odwrócił wzrok i przygryzł wargę. – Nie pytam
dlaczego, jednak wiem, że jesteś głupi.
Nie minęła sekunda, a Jin wziął
chłopaka na kolana i przytulał go jak matka dziecko, chociaż w pierwszej chwili
młodszy bronił się. Czując jednak ciepło bijące od Seokjina, wtulił się mu
policzkiem w pierś i objął za szyję, przymykając powieki. Nie chciał mu mówić,
że przyszedł tu tylko dlatego, żeby ćwiczyć jeszcze więcej i stać się jeszcze
lepszym. Starszy pewnie wyśmiałby go za to, albo zaczął prawić wykłady na ten
temat, które opierałyby się tylko na mówieniu, że wszystko było jak należy. Dla
Jeongguka nie było, chciał dawać z siebie jeszcze więcej.
- Jungkookie – kilkuminutową ciszę
przerwał kojący głos Jina, który oparł dłoń na głowie młodszego i czochrał mu
włosy. – Gdybyś miał jedno życzenie, które mogłoby się spełnić, co byś sobie
zażyczył?
Jeon podniósł powoli głowę i
zamrugał parokrotnie, nie bardzo rozumiejąc, o co chodziło starszemu. Wpatrywał
się w niego nieprzytomnie, a słysząc chichot, skrzywił się, bo ewidentnie był
denerwującą rzeczą w tej chwili.
- Czemu pytasz, hyung?
Jin wzruszył ramionami.
- Tak po prostu. Zastanów się nad
tym i odpowiesz mi, jak zjesz – z uśmiechem sięgnął do torby i wyjął z niej
pudełko z naleśnikami, stawiając na kolanach Jungkooka.
Chłopak, choć był niemało
zaskoczony, mógł się spodziewać, że Seokjin przyjdzie do niego ze śniadaniem,
nawet jeżeli wcześniej zjadłby je. Był dla nich wszystkich jak matka, martwił
się na zapas, i dałby sobie nawet rękę uciąć, żeby tylko nikomu nie stała się
krzywda.
- Nie musiałeś, Jin-hyung – mruknął
zawstydzony, jednak aż mu się oczy zaświeciły na widok pysznych naleśników.
Spłoszył się jeszcze bardziej w
momencie, gdy brzuch mu zaburczał, a odgłos był niesamowicie zabawny.
- Nie musiałem, ale chciałem –
podśmiechując nabił na widelec kawałek naleśnika i zmoczył go w musie owocowym,
karmiąc młodszego dosłownie jak pisklę. – Znam cię wystarczająco dobrze, młody,
żeby wiedzieć, co zrobić, byś poczuł się szczęśliwy.
- Dobrze wiesz, że lubię naleśniki
– burknął, otwierając usta, po kolejny kęs z kolei. – Ale to mleko mogłeś sobie
darować, nie jestem dzieckiem.
- Wiem o wiele więcej, niż myślisz,
Jungkookie.
Seokjin był jak matka. Nie, jak
anioł stróż.
*
- Hyung – mruknął Jeongguk,
zabierając bluzę i torbę z sali do ćwiczeń – Już wiem, jakie jest to życzenie.
Starszy musiał przyznać, że był
tego niesamowicie ciekawy. Zapakował puste pudełko po jedzeniu i podniósł się z
miejsca, cicho mrucząc pod nosem. Zaraz potem wzrok skierował na młodszego,
oczekując odpowiedzi, jednak zamiast tego został jedynie złapany przez niego za
nadgarstek i pociągnięty w stronę wyjścia. Miał zadać pytanie, o co chodziło,
jednak powstrzymały go słowa Jungkooka.
- Po prostu chodź ze mną.
Pożegnali się z menadżerem, który
nie mógł uwierzyć własnym oczom, jakim prawem Seokjin był w stanie wyciągnąć tego
dzieciaka poza ściany sali do ćwiczeń oraz mury wytwórni, od razu udając się w
stronę znaną tylko młodszemu. Jin nie protestował, gdy chłopak złączył palce
ich dłoni w nieśmiały uścisk i szedł z nim tak przez ulicę. Ludzie nawet na
nich uwagi nie zwracali, więc czuli się nieco swobodniej.
- Dokąd idziemy? – spytał Seokjin,
po wyjściu z cukierni.
Musiał tam wejść, bo przecież młody
by go zagadał na śmierć, jeżeli nie kupiłby mu ulubionych ciastek z czekoladą.
Wziął torebkę w wolną dłoń, kątem oka obserwując Jeona, idącego z ciastkiem w
ustach przed siebie. Gdy poczuł pociągnięcie, udał się za nim już bez kolejnego
słowa, postanawiając mu zaufać. Zastanawiał się w sumie, co planował chłopak,
ale miał przeczucie, że się nie zawiedzie.
- Do miejsca, gdzie chciałem pójść
już dawno temu – słysząc już bardziej rozweselony ton głosu młodszego, Seokjin
poczuł jak kamień spadł mu z serca. – A życzenie powiem ci później.
Rozpromienił się, przybierając na twarz
wyraz bardziej pewny siebie.
Nie minęło dziesięć minut, a pół
paczki ciastek zostało już zjedzonych przez młodszego, podczas samej drogi.
Dotarł wraz z Seokjinem także tam, gdzie planował iść już dawno temu, po czym
od razu wskazał mu dłonią na wybrane przez siebie, wyjątkowe miejsce, które
okazało się być parkiem. Było tam pusto i słychać było jedynie cichy świergot
ptaków.
Ignorując zaskoczoną minę
starszego, skierował się do samotnie stojącej huśtawki pod rozłożystym dębem i
usiadł na niej, zaczynając się huśtać. Odwrócił głowę w bok, by posłać mu
nieśmiały uśmiech, jednak Seokjin już zniknął mu z pola widzenia, pojawiając
się przed nim. Założywszy dłonie na tors, zmrużył oczy
- A teraz będziesz się tłumaczył –
powiedział, starając się, by jego i tak już delikatny głos brzmiał chociaż
trochę stanowczo. – Jungkook.
Nie otrzymawszy odpowiedzi, nieco
się zdenerwował, ponieważ zdążył już zauważyć brak humoru i podły nastrój u
młodszego, kiedy tylko pojawił się w wytwórni. W pierwszej chwili nie chciał na
niego naciskać, oczekując, że sam powie mu, co go gryzie, jednak nie miał teraz
innego wyjścia, skoro ów słów z ust Jeona nie otrzymał. Umiał wyczytać już z
oczu u swoich młodszych kolegów, że mają problem, dlatego nie dziwił się, że
teraz udało mu się to zrobić z najmłodszym z nich.
- Jungkook – bardziej stanowczy ton
pojawił się w jego głosie, jednak nic to nie zmieniło.
Młodszy wciąż patrzył się w ziemię,
a nogami lekko machał, kiedy huśtawka ruszyła się. Omal nie uderzył starszego,
wprawiając się w szybszy ruch, ale Seokjin zdążył odskoczyć.
- Pohuśtaj mnie, hyung – zbity z
tropu, był gotów się rzucić na chłopaka, ale odpuścił i zacisnął zęby.
Stanął za nim i zaczął ciągnąć za
sznury, huśtając Jeona znacznie wyżej. Robił tak dłuższą chwilę, dopóki nie
zaczęła go drażnić cisza między nimi. Żadnego tłumaczenia się, nic kompletnie?
Wypuścił powietrze z ust, starając się nie zdenerwować, jednak już go korciło,
żeby zatrzymać huśtawkę, złapać Jeona za fraki i pchnąć nim o drzewo, niemal
wymuszając tłumaczenie się, jednak jeszcze trzymał nerwy za zębami.
Po dziesięciu minutach ciszy znów
się zdenerwował i zatrzymał huśtawkę.
- Jeon Jeonggu–
- Hyung, czy ty też nie miałeś
dzieciństwa tak ja ja? – ale takiego pytania z ust młodszego się nie
spodziewał.
Z szoku rozchylił usta i zamrugał
parokrotnie, od razu stając przed nim i łapiąc mocno za ramiona. Schylił się i
czekał w ciszy, sam nie wiedział na co. Uścisk ten jednak zelżał, kiedy zauważył
w oczach młodszego jeszcze większe przygnębienie. Poczuł jak wnętrzności
skręcają mu się z bólu, a oczy wilgotnieją. Chcąc się ich pozbyć, odwrócił
wzrok i przygryzł wargę, aczkolwiek kolejną falę bólu, sprawiło mu położenie
przez Jungkooka czoła na ramieniu. Objął głowę chłopaka dłońmi i
Fakt, Jungkook dzieciństwa nie miał
wcale. Znał sytuację jego rodziny, wiedział, że zaczął trenować już od
najmłodszych lat, by być tu gdzie znajdował się teraz w wybijającej mu
siedemnastce, ale nie zdawał sobie sprawy, że może to aż tak ciążyć na
chłopaku. Od zawsze uważał go za osobę silną psychicznie, która nawet jako
najmłodsza mogła świecić autorytetem dla innych w zespole, ale każdy ma taki
moment, że musi pęknąć. I Jungkook pękł, przy nim. Czuł jak jego palce drżą, a
bluza, w którą wtulał się Jeon wilgotnieje. Serce Seokjina automatycznie
przyspieszyło bicia, jednakowoż już wiedział, jak zabić smutek gnieżdżący się z
Jeongguku.
Powoli odsunął od siebie młodszego
i otarł wierzchem dłoni jego łzy. Nigdy wcześniej ich nie widział, dlatego mógł
stwierdzić, że były one najpiękniejszą rzeczą, jaką mógł ujrzeć. Ujął jego
twarz w obie dłonie i spojrzał chłopakowi prosto w oczy, jednak ten za wszelką
cenę starał się odwrócić wzrok.
- Jungkookie – powiedział ciepłym głosem
i zbliżył swoją twarz do jego, opierając się czołem o czoło. – I dlatego byłeś
rano w wytwórni? Bo nie miałeś dzieciństwa, więc teraz też nie możesz go mieć?
Masz siedemnaście lat, jesteś jeszcze dzieckiem, jednak wiesz, że dziećmi
jesteśmy całe życie tak?
- Ale hyung – szepnął chłopak,
mrużąc powieki, a po jego policzkach pociekły kolejne, delikatne krople – Ja
nie mogę mieć dzieciństwa, ćwiczę ciężko, żeby piąć się jeszcze wyżej, robię
wszystko, byście wszyscy w zespole byli ze mnie dumni, a mnie mam nawet chwili
dla siebie.
Seokjin westchnął, kręcąc głową.
- I dlatego na przekór samemu sobie
poszedłeś ćwiczyć do wytwórni, bo nie miałeś dzieciństwa i nie możesz go mieć?
– zaśmiał się miękko, ścierając kciukami łzy młodszego. – Naprawdę jesteś
głupi.
Kolejny słodki śmiech uciekł z ust
Seokjina, a ten schylił się jeszcze troszkę, po czym miękko i delikatnie
pocałował młodszego w środek czoła. Potem od razu go objął i mocno do siebie
przytulił, a huśtawka lekko poruszyła się, jakby to oni obaj się na niej
bujali.
- Zawsze mogłeś przyjść do mnie i
powiedzieć, bo pomimo wieku dwudziestu dwóch lat, wciąż czuję się, jakbym
wewnętrznie miał ich pięć – dodał i schylił się nieco, wtulając nos w szyję
Jeona.
Jungkook skinął delikatnie głową, a
na twarzy wreszcie pojawił się mu uśmiech,
- Hyung – podjął, klepiąc go lekko
po plecach. – Dalej chcesz poznać moje życzenie?
Seokjin niemal od razu odskoczył od
niego i pokiwał energicznie głową, jednakowoż, niewiele był w stanie zrobić.
Młody zakleszczył się dokoła jego szyi i przytknął swoje wargi do tych jego,
czule składając na nich krótki pocałunek. Przymknął powieki i wygiął kącik ust
w uśmiechu, ciągnąc starszego na huśtawkę. Usiadł na niej, biorąc Jina na
kolana, i spojrzał mu prosto w oczy, doczytując się niesamowitego rozbawienia w
jego oczach.
- Zażyczyłbym sobie, byś mnie
pocałował, a potem spędził ze mnę jeden dzień, niczym dzieciak taki jak ja –
uśmiechnął się, a Seokjin rozczochrał mu włosy smukłymi palcami.
- A to już nie są dwa życzenia? –
zaśmiał się i przesunął dłoń na jego kark, a Jungkook odpowiedział mu niemal
natychmiastowo.
- Jestem dzieckiem, mogę wszystko.
Seokjinowi nie pozostało nic więcej
jak tylko ponownie pocałowanie chłopaka w miękkie usta i zostanie z nim w tym
palcu zabaw na nieco dłużej. Nikt nie narzekał, że czasem gdzieś obaj
wychodzili, ponieważ nie wiedzieli, że wolną chwilę razem spędzają na huśtawce,
spleceni w uścisku, można rzec, nastoletniej miłości.
Jungkook tym razem nie prosił o
wiele, a dostał w nadmiarze.
Seokjin zaś nie musiał skakać za
nikim w ogień, nie musiał też go gasić, ale miał za to inne zadanie. Musiał ten
ów ogień rozpalać w sercu młodego, „dorosłego” maknae.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz